Gitarowe piosenki na imprezę

– Hej, podobno fajnie grasz na gitarze. – chwilę zastanawiał się, czy to pytanie, czy stwierdzenie.
Tak, gram od jakiegoś czasu. – odpowiedział.
To super! – zaśmiała się i pobiegła do drugiego pokoju.
– Brat wczoraj wyjechał na kilka dni i zostawił swoje pudło na przechowanie.
Z iskrą w oku wręczyła mu ciekawy model Fendera i w tym samym czasie rozległy się owacje całej grupy znajomych, którzy z podekscytowania zaczęli wydawać dźwięki, jakby gwiazda rocka przypadkowo znalazła się na ich domówce.

Cóż, fajne uczucie, kiedy wszystkie oczy zwrócone są na ciebie. Jednak to właśnie teraz zaczyna się twoje 5 minut, w których musisz pokazać, że owszem, to właśnie TY jesteś tą gwiazdą rocka i ten wieczór będzie należał do ciebie. Jest to dokładnie tak samo, jak z pierwszym wrażeniem, gdy poznajesz kogoś po raz pierwszy. Pewnie domyślasz się, co mam na myśli “hot or not”.

No tak, ale nie każdy z nas jest jak Mick Jager, który swoją energią mógłby zasilić połowę wszechświata. I też wcale nie musisz nim być, aby zwykłą domówkę zamienić w koncert na 20 krzyczących gardeł.

Plan działania

Jeżeli zależy ci na super wieczorze, po którym miłe wspomnienia długo będą krążyły po znajomych, musisz mieć w zanadrzu plan. Plan, który spowoduje, że gdy nadarzy się okazja do zaprezentowania swojego kunsztu artystycznego, od razu będziesz wiedział, co robić.  OK, ale od czego zacząć? Zacznij od przygotowania sobie scenariusza takiej sytuacji (tak, wiem, że spontaniczne występy mają swój urok i moc, ale kiedy nie masz jeszcze wprawy, lepiej polegać na dobrym przygotowaniu). Oczywiście, że wszystkiego nie da się przewidzieć w takim scenariuszu i też nie chodzi o to, aby był to plan na koncert stulecia. Bardziej istotne jest to, abyś nie był zaskoczony, w momencie, kiedy weźmiesz gitarę do rąk.

Przygotowałem dla ciebie dwa scenariusze, które mają największe prawdopodobieństwo zastosowania w praktyce:

Scenariusz 1 – gitara na imprezie

O wiele łatwiej taki plan ułożyć i następnie zrealizować, kiedy wiesz, że na imprezie gitara będzie pod ręką. Zaopatrz wszystkich lub większość biesiadników w śpiewnik – to więcej, niż połowa sukcesu. W końcu nie wszyscy pamiętają słowa z 2 zwrotki „Harley mój” Dżemu.

Jeżeli przygotujesz już śpiewnik, to zadbaj o to, aby umieć zagrać każdy z tych utworów. Następnie naucz się, jak je zaśpiewać, abyś na początku utworu mógł go odpowiednio zaintonować. Resztą zajmą się biesiadnicy.

Scenariusz 2 – Ja tu rządzę

Jeżeli znalazłeś się na imprezie, gdzie z zaskoczenia dostajesz do rąk gitarę, bo wcześniej chwaliłeś się, że potrafisz co nieco na gitarze, to to jest właśnie ten moment, aby uruchomić w głowie plan B: „Ja tu rządzę”. Przygotowanie takiego planu pomoże ci udowodnić, że rzeczywiście potrafisz owe co nieco, ale też pozwoli uniknąć zakłopotania co zagrać na początek.

Zanim na dobre rozruszasz imprezową machinę, przygotuj dla siebie i znajomych rozgrzewkę. Sprawdzi się w to w przypadku obu scenariuszy. Będziesz wtedy miał czas, aby „rozegrać się” na początku imprezy, znajomych stopniowo wprowadzać w koncertową atmosferę i angażować do wspólnego śpiewania. Zyskasz też czas, aby oswoić się z nie swoją gitarą (tak, jak w sytuacji z początku artykułu) – inna grubość strun, inne wysokości strun od progów, inny kształt i szerokość gryfu, itd. To, co świetnie wychodzi ci na własnej gitarze, na innej może już nie wychodzić. Choć może też być odwrotnie, jak przesiądziesz się z budżetowego wiosła na wersję all inclusive.

Na czym polega taka rozgrzewka? Bierz przykład od najlepszych, tzw. lwów scenicznych. Zapewne widziałeś, jak oni potrafią zachęcić wszystkich do śpiewania, na przykład poprzez wspólne klaskanie do rytmu, czy powtarzanie za wokalistą jeeeejooooo, ooooojeeeeee! Wypróbuj kilka tych metod na początek i zobacz, jakie są reakcje. Zaczynaj od prostych rytmów, aby pobudzać apetyt w miarę jedzenia, a raczej śpiewania. Nie pokazuj też na początek wszystkich swoich możliwości, bo trudno będzie podtrzymać ci fajną dynamikę do końca imprezy. Z resztą, ludzie wolą proste i nieskomplikowane melodie, aby się fajnie bawić.

Jacek Walkiewicz, znany psycholog, często powtarza w swoich wywiadach: „Aby zapalać innych, samemu trzeba płonąć”. Jeżeli chcesz rozruszać towarzystwo, to musisz być takim muzycznym prowodyrem, który zapali innych do działania. Pełniąc rolę przewodnika, sprawisz, że pozostali będą za tobą podążać. W końcu granie na gitarze jest twoją pasją, zatem pokaż, że sam się przy tym dobrze bawisz, a inni z chęcią dołączą. Niezależnie od wyboru scenariusza, miej przygotowaną listę utworów.

Playlista

Ludzie lubią się bawić przy znanych utworach. Lubią też sobie pośpiewać, ale pod warunkiem, że znają słowa. Na pewno sprawdzą się tu polskie kompozycje, pasujące też do wieku imprezowiczów. Dla 25 latka utwór „Chałupy welcome to” będzie raczej egzotyczny, a 40-latek nie pośpiewa sobie piosenek Margareth.

Naucz się grać 10-15 popularnych utworów, popularnych wykonawców. Dla mojego pokolenia będą to Dżem, Perfect, De Mono, Lombard, Lady Pank, Kombi, Ira, itd. Warto zapisać sobie taką playlistę na kartce, czy w telefonie, aby mieć ją stale pod ręką. Dobrze, aby utwory te były dla ciebie w miarę łatwe do zagrania. Dla każdego z uczestników przygotuj śpiewnik lub wyświetlaj teksty na ekranie, aby wszyscy mogli widzieć słowa. Błędem będzie przypuszczenie, że jak zagrasz charakterystyczny początek „Zawsze tam, gdzie Ty” Lady Pank, to pozostali sami odśpiewają cały utwór.

Przygotuj też osobny śpiewnik dla siebie z rozpisaniem akordów – taka ściąga jest na wagę złota.

Rytm

Zwracaj uwagę na prawidłowe dobieranie akordów, płynne przejścia pomiędzy nimi i akcentowanie (grając, wybijaj stopą rytm na RAZ, czyli RAZ, dwa, trzy, cztery, RAZ, dwa, trzy, cztery – rytm 4/4, to najpopularniejsze metrum w muzyce rozrywkowej.  Można powiedzieć, że utrzymywanie odpowiedniego rytmu to podstawa grania w zespole. Dlatego „graj z nogą”, aby utrzymywać stałe tempo i aby inni słyszeli (choć bardziej pasuje tu „czuli”) rytm. Ja staram się jak najczęściej grać z metronomem, aby ćwiczyć poczucie rytmu i zachować prawidłowe tempo utworu. Jeżeli jeszcze tego nie praktykowałeś, włącz metronom i zagraj coś, co wiesz, że dobrze ci wychodzi i zobacz, czy odczuwasz różnicę w graniu.

Graj to, co znane i lubiane

Pisałem już o tym powyżej, że ludzie najlepiej się bawią przy znanych i prostych piosenkach. Dlatego nie ma sensu prezentować umiejętności grania solowego, ponieważ nikt tego nie doceni (naprawdę). Oczywiście, możesz coś tam pokazać, czy „przy okazji” zademonstrować jakiś fajny trick, ale nie zmuszaj innych do wysłuchania np. Cryin’ Joe Satrianiego, pomimo, że jest to genialny utwór. Granie jazzu, czy bluesa na imprezie również nie spotka się z aplauzem (nawet, gdy naprawdę jesteś w tym dobry), ale za to „Jolka, Jolka pamiętasz” Budki Suflera, jak najbardziej!

A jaki jest Wasz przepis na imprezową playlistę? Piszcie w komentarzu, może coś zmienię w swojej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.